Autorski Słownik Pojęć i/lub Definicji Dodatkowych:

LGBT+

powrót

Pomoce i podpowiedzi dla zrozumienia pojęcia LGBT+:

Na witrynie Radia Watykańskiego 17-go września 2021 ukazał się artykuł o nauczaniu Ojca Świętego Seniora Benedykta XVI o godności człowieka i różnych duchowych niebezpieczeństwach, m. in. o niebezpieczeństwie zanegowania jego natury przez dążenie do zanegowania jedyności prawa do małżeństwa między kobietą a mężczyzną. Dzięki temu artykułowi mogę dookreślić moje własne przemyślenia blisko tych tematów:

  1. chodzi mi o prawo ludzkie do wolności stanowienia o sobie i dojrzewania do prawdy na swój własny temat bez zniewalania i dyskryminacji osób myślących inaczej, następnie
  2. mam na myśli hipotezę o możliwym wpływie mocnych wydarzeń od techniki oddziaływującej na ludzkie zmysły ponad normalne możliwości przyjęcia tych wydarzeń (np. dzieckiem zajmuje się niania w następujący sposób: telewizor, a tak naprawdę kino domowe, włączony, leci horror za horrorem i to bardzo głośno, a dwa metry dalej niemowlę patrzy i słucha, a ona się cieszy, że nie płacze; nie płacze, bo jest w szoku, a szok we wczesnej fazie rozwoju musi pozostawić jakiś ślad, jakieś niedobre skutki, np. przekierowany pociąg seksualny z hetero na homo) w czasie po poczęciu aż po pierwsze miesiące życia człowieka na jego rozwój psychofizyczny, którego to wpływu w naszych czasach nie sposób usunąć, gdyż nie dysponujemy jeszcze do tego celu bezpiecznymi metodami (psychoanaliza jest niebezpieczna sama w sobie, hipnoza też; człowiek się robi po próbach badania jego przeżyć w okresie płodowym i zaraz po urodzenia albo jeszcze bardziej zniewolony, albo nie wytrzymuje cierpienia i kończy u wariatów), a mogą czynić ten skutek w życiu ludzkim, że ktoś potem jest zorientowany homoseksualnie,
  3. w ogóle nie uważam, że należy się zgadzać prawnie na związki homoseksualne (na takiej samej zasadzie jak nie ma prawnej zgody na związki wolne, gdyż jest to źle pojęta wolność [ale jest to jakieś pragnienie wolności, co jest dobre, gdyż opiera się konformizmowi, choć w zły sposób]; powinnam dodać, że osobiście rozróżniam prawne uregulowanie ekonomicznej sytuacji osób prowadzących wspólne domowe gospodarstwo [jak rozumiem konkubinat, gdzie uczucie między osobami nie ma prawnego znaczenia i w ogóle nie chodzi o dzieci] i prawne uznanie związku, w którym chodzi o uznanie więzi uczuciowej i pragnienia potomstwa, które skutkuje także zmianą sytuacji ekonomicznej [jak rozumiem związek małżeński]), uważam natomiast, że ludzie ci tworzą rodzaj subkultury, której nie wolno dyskryminować, czyli np. zakazywać im gdzieś wstępu, np. do jakichś kawiarni ogólnodostępnych (nieklubowych). Ale przecież właśnie nie o to tu chodzi.

Nie chodzi mi więc o to, że oni nie zaprzeczają naturze, gdyż zaprzeczają, ale o to, że gdyby to powiedzieć dokładniej, trzeba by powiedzieć, że w nich jest ich natura zaprzeczona przez jakieś aktualnie nie do uświadomienia niezawinione traumy. Do wczoraj myślałam, że jest to oczywiste, że sprzeciw dotyczy dyskryminacji, a nie legalizacji związków par homoseksualnych. W Polsce do 1989 roku ludzie zorientowani homoseksualnie musieli się w ogóle ukrywać, więc dla nich zwycięstwem jest ich jawność, a św. Jan od Krzyża uczy, żeby się nie oburzać, jeśli tylko to jest możliwe, co wykorzystałam w moich przemyśleniach na ten temat. Chyba, że to jest tej skali zagrożenie, że jednak musimy się bronić, ale mnie się wydaje, że zagrożeniem większym jest gender, aborcja i eutanazja, i jeszcze dyskryminacja jako taka, tyle że teraz to jest przemieszane.

W moim odczuciu (dziś mamy 16-go września 2021 roku, nad tematem jeszcze nie skończyłam się zastanawiać) wygląda to tak: aktualnie ruchy LGBT+ za dużo cierpią, co jest kompletnie pozbawione sensu, gdyż właśnie ci ludzie powinni mniej cierpieć. Na dodatek cierpią niepotrzebnie. Wynika ten fakt za dużego ich cierpienia z przemieszania kilku problemów, czyli z wytworzenia się czegoś na podobieństwo węzła gordyjskiego. Spróbuję to jakkolwiek uporządkować: ruchy LGBT+ to społeczności osób homoseksualnych, których ogromną odwagą i owocem tej odwagi jest ich wyjście ze społecznego tabu. Wywalczyły sobie te ruchy nie do odebrania prawo do jawności, co się im po prostu należy (prawie tak samo, jak artystom plastykom prawo do noszenia plam z artystycznych farb na ubraniu), gdyż inaczej ma miejsce dyskryminacja! Czym innym są ruchy "pro-choice", czyli te grupy ludzi, które popierają aborcje, a które wchodzą do społeczności LGBT+ czyniąc im ogromne szkody (dosłownie jak wilki). Jeszcze czymś innym są tzw. transwestyci, czyli osoby, które żyją w konflikcie ze swoją płcią (ciało soma ma płeć męską, ale człowiek z takim ciałem psychicznie czuje się kobietą, lub odwrotnie). Jeszcze inną grupę ludzi tworzy bezwstyd i obraza uczuć religijnych. Jak widać tylko jedną z tych społeczności tworzą ludzie LGBT+, którzy są tacy jacy są, gdyż mają do tego prawo, ponieważ człowiek każdy ma prawo stanowić o sobie (odkrywając w życiu prawdę o tym co i kiedy czuje), dotyczy to więc prawa do wolności osobistej.

Trzeba koniecznie wiedzieć, że w Polsce katolicy w naszych czasach, zwłaszcza starsi (mojego pokolenia i pokolenia moich Rodziców, czyli 50-cio i więcej latkowie) często boją się osób homoseksualnych, gdyż za PRL-u w ogóle nie było można się z taką seksualną orientacją ujawniać. Temat ten mają więc oswojony tylko ci, którzy przed rokiem 1989 mieli szansę być jakiś czas na tzw. Zachodzie i mogli zobaczyć jak ta rzeczywistość naprawdę wygląda. Wszyscy inni muszą dopiero się przyzwyczajać na co potrzeba na pewno jeszcze kilku lat. W czasach PRL-u byliśmy na ogromną skalę straszeni "zgniłym zachodem". M. in. z tego powodu Konferencja Episkopatu Polski wydała kilka dokumentów w tej sprawie (w sprawach dotyczących osób LGBT+ [o ofercie duszpasterskiej dla tych osób, o możliwym do podjęcia powołaniu do czystości itd.]), które są cały czas dostępne do przeczytania w internecie.

Na koniec tej pisanej kilka dni wypowiedzi na tak koszmarnie trudny temat chciałabym przypomnieć przepiękną piosenkę Ch. Aznavoure'a La Bohème, co niektórzy tłumaczą jako Cyganeria, ale moim zdaniem to jest pojęcie nieprzetłumaczalne, gdyż właśnie chodzi o pewien rodzaj subkultury, innej niż omawiana powyżej. Dużo mówi sam klimat piosenki, jeszcze więcej jej wykonanie, ale dopiero tłumaczenie choćby kilku fraz pozwala pojąć, że ta przestrzeń to poezja: Je vous parle d'un temps, que les moins de vingt ans, ne peuvent pas connaître, Montmartre en ce temps là, czyli: Opowiadam Wam o czasach gdy mali dwudziestoletni nie mogli wiedzieć czym był wtedy Montmartre, a dalej: La Bohème, la Bohème, ca voulait dire, on est heureux, la Bohème, la Bohème, nous ne mangions, qu'un jour sur deux, więc: Boemo, Boemo, pamiętasz? Jedliśmy tylko dzień podzielony na dwa. W tłumaczeniu „dosłownym”: byliśmy młodzi i bardzo biedni, ale wreszcie w Paryżu, więc wystarczało piękno tego miasta, żeby zupełnie nie czuć głodu i to cały dzień. Wystarczały jedna kawa, jakieś dwie-trzy kanapki i butelka wody mineralnej na całodzienną 'dietę żywieniową' dla jednej osoby, i można było zwiedzać to piękne miasto, wszystko jedno czy z kolegą, czy z koleżanką oraz jakiej był czy była orientacji, gdyż ważne było, że też chce zobaczyć Paryż, a nie do kogo odczuwa pociąg seksualny.

Tekst pochodzi z Tekstowo.pl, tłumaczenie: RK.