Autorski Słownik Pojęć i/lub Definicji Dodatkowych:

choroba psychiczna

powrót

Pomoce i podpowiedzi:

Definicja encyklopedyczna pojęcia:
W Encyklopedii Powszechnej PWN z 2009 roku w ogóle nie ma takiego pojęcia.
Wyjaśnienie do definicji 1:
Niestety niektórzy klinicyści uwikłani są w magiczne myślenie, które ma dość wyraźny, oparty na szantażu, schemat: "jeśli jesteś u psychiatry, masz na pewno problem, inaczej by cię tu wcale nie było", co pozwala im z miejsca stawiać diagnozy. Podczas gdy naprawdę zdarzają się i pomyłki, i przemoc, i jeszcze do tego jakieś czasem prawdziwe cuda. Szantaż z tego magicznego myślenia ujawnia się niespodziewanie i po jakimś dłuższym czasie, a można go w ten sposób zwerbalizować: "jeśli już się leczyłeś psychiatrycznie, wracaj na leczenie, ponieważ na pewno nadal czujesz się źle, a jeśli twierdzisz inaczej, ja uważam, że kłamiesz, zrobię więc wszystko co potrafię, żeby cię na to leczenie na nowo wsadzić i żeby tym razem już ci się nie udało z tego wyjść". Gdzie jest ukryty szantaż? Zgadzam się, że to jest niełatwe do znalezienia. Polega on na tym: "Jeśli po leczeniu psychiatrycznym zaczniesz się uważać za osobę zdrową, czeka cię nowe 'leczenie'. Tylko jeśli uznasz siebie za osobę chorą psychicznie również na tzw. wolności, możesz liczyć na tej wolności na jakieś chociaż wrażenie lepszych relacji, może nawet prawie jak te normalne". Niektórzy psychiatrzy mają inne, choć podobne podejście: "Jeśli jesteś w szpitalu dla obłąkanych, mogę uznać, że chorujesz mało, a nie bardzo, tylko wtedy, jeśli powiesz o sobie, że jesteś chory psychicznie. Jeśli nie powiesz, masz zapewnioną gorszą diagnozę!". Ale proszę się tym nie martwić, ponieważ z tego wynika prosta logika obronna: "Jeśli nie siedzę w zakładzie dla obłąkanych i nie rozmawiam z psychiatrą jako pacjent, z całą pewnością nie muszę siebie uznawać za psychicznie chorego". Brak choroby psychicznej, jest więc związany z miejscem przebywania i rodzajem oraz jakością relacji. Wyjście z tych tragedii więc jednak istnieje, ale jest bardzo, bardzo trudne. Wiąże się ono ze... skalą przeżyć. Jeśli ta skala okazała się większa na wolności, nie będzie możliwe ponowne złapanie ofiary. Trzeba jednak dodać, że tylko wtedy nie będzie to możliwe, a w każdym innym przypadku faktycznie trzeba się liczyć z tzw. remisjami. Prawdziwa miłość jest zawsze silniejsza od systemów i kruszy te kajdany. Wystarczy więc (powtórzę) dosłownie prawdziwa, zgodna z wolą Bożą, miłość przeżyta lub przeżywana na wolności, żeby już nie było tego upiornego ryzyka bycia znów złapanym. Nie ma więc wtedy tego ryzyka, a to co pozostaje, to jedynie mała psychoza po traumatycznych przejściach, z którą po prostu trzeba nauczyć się żyć, co już nie jest tak trudne, jak wydostanie się z tamtego błędnego koła nagród i kar. O tym jak żyć z psychozą po traumie leczenia psychiatrycznego zaaplikowanego na alergię napiszę może innym razem (8 maja 2021 r., RK).
Wyjaśnienie do definicji 2:
Subiektywna ocena ludzka o sobie samym co do przeżyć afektywnych, jeśli zostaje przez tego, kto tych przeżyć doświadcza wyznana osobie, która zajmuje się pomaganiem, w tego typu sytuacjach zostaje uznana za prawdę i w pewnym sensie plasuje się w wierze pomagającego. Ten, kto pomaga, rzeczywiście wierzy temu, kto mówi, że żyje w jakimś ciężkim emocjonalnym dyskomforcie. Bez powagi tej wiary w ogóle nie można pomóc. Przykład może być taki: jeśli ktoś mówi, że ktoś bardzo bliski od niego odszedł, mija kilka miesięcy, czy nawet rok, a porzucony czy zdradzony wciąż odczuwa przygnębiebie, które nie pozwala mu cieszyć się życiem i nie widzi żadnej możliwości, żeby chociaż pomarzyć o szczęśliwszym życiu, pomagający wierzy, że to, co usłyszał jest prawdą. Te choroby psychiczne są zazwyczaj trwale przemijające, a niektórzy w ogóle uważają, że nie są chorobami psychicznymi. Na pewno tak się uważało w Polsce lat 90-tych, ale potem jacyś ludzie to zniszczyli mówiąc, rozpowiadając nawet, że tylko chorzy psychicznie korzystają z psychoterapii. Trzeba więc przejściowo uznać to społeczne przekonanie i je stopniowo już wyciszać.
Wyjaśnienie do definicji 3:
Żądanie jednej ze stron relacji uznania przez stronę drugą własnej choroby psychicznej jest kłamstwem ukrytym w domyślnej fałszywej obietnicy, którą osoba tym żądaniem poszkodowana, jeśli jest już w rozpaczy, może uznać za wreszcie korzystny układ w typie 'coś za coś': jeśli ofiara zacznie (wreszcie lub znów) uznawać siebie za chorą psychicznie, a następnie spełni oczekiwania sprawcy i zacznie się zachowywać jak osoba chora psychicznie, może oczekiwać jakiegokolwiek pozoru akceptacji, ale wtedy właśnie przegrywa, ponieważ po wykluczeniu społecznym w gestach i w mowie serdecznej nie otrzymuje akceptacji, a jedynie jej wrażenie, za którym ukrywa się szyderstwo i pogarda. Osoba chora na pełne i utrwalone wykluczenie społeczne, jeśli więc uważa siebie w relacji z tzw. normalnymi za zaakceptowaną, w diagnostyce psychologicznej uznawana jest za osobę z UROJENIAMI, a urojenia te w tych sytuacjach dotyczą właśnie tej rzekomej serdeczności, w którą wykluczony człowiek uwierzył, żeby nie poddać się całkiem rozpaczy. Potrzeba więc włączeń społecznych po społecznych wykluczeniach, a nie potwierdzeń przeszłych doświadczeń wykluczeń. Społeczne włączenia dzieją się dość łatwo, a polegają zawsze na wycofaniu nadopiekuńczości tego, kto włącza, na uznaniu pełnej podmiotowości osoby poszkodowanej społecznym wykluczeniem, choćby to był tylko ciężki uraz z przeszłości, a także na proponowaniu i podtrzymywaniu relacji w 100% normalnych, aż do wzajemnego zrozumienia w ramach dobrego poczucia humoru i wzajemnej afirmacji.
Wyjaśnienie do definicji 4:
Św. Jan Paweł II w encyklice Dominum et vivificantem uczy o grzechu przeciw Duchowi Świętemu. W pewnym sensie prawda o tej rzeczywistości jest kluczem do zrozumienia tej definicji. Nie może być odpuszczony ten grzech, ponieważ realizuje się w świadomym i dobrowolnym odrzuceniu wiary w Jezusa Chrystusa oraz w odmowie przyjęcia Bożego przebaczenia (co może się przejawiać niewyraźnie; przykładowo w ten sposób, że ktoś przez lata spowiada się wciąż na nowo z grzechu już dawno odpuszczonego, a którego już więcej nie powtórzył, albo przez świadome i dobrowolne utwierdzanie siebie w wątpliwościach co do możliwości swojego prawdziwego nawrócenia). Wtedy właśnie dzieje się ten rodzaj ukrytej przemocy, która polega na tworzeniu sobie przez jakiś sprawców ich kozłów ofiarnych, czyli ludzi zawsze krzywdzonych, zawsze nękanych, zawsze odrzucanych i wyśmiewanych, z których ci sprawcy szydzą, a jeśli tylko mogą, to nawet patrząc swoim ofiarom prosto w oczy, a zazwyczaj robią to bez świadków (lub w grupach osób zaufanych). Tego typu oddziaływania sprawców na ofiary dosłownie dodają sprawcom „skrzydeł”, ale najczęściej w sposób niespektakularny, ponieważ się ukrywają przed tzw. światem z tym co robią swoim ofiarom, więc bywa, że np. są zawsze bardzo szczupli i całkowicie „równi” co do afektów i co do sposobów prezentowania siebie, a nie raz w lepszej, a raz w gorszej formie, czyli nie mają naturalnej ludzkiej kondycji. Nie mają jej, ponieważ grzech przeciw Duchowi Świętemu zaprzeczając prawdzie, zaprzecza naturze. Wydają się więc być hipernormalni, wręcz wzorcowi. Dlatego, że właśni tym znęcaniem się żyją. Z tego mają duchowy pokarm, który im zastępuje łaskę Bożą. To właśnie oni, jeśli usłyszą, że ktoś ma w swoim życiorysie przeszłość psychiatryczną, np. załamanie nerwowe po tragicznej śmierci kogoś bliskiego, odmawiają relacji, a jedyne co to zachęcają do przyjęcia do wiadomości faktu własnej choroby psychicznej i do powrotu na leczenie. Można ich nazwać pogaństwem (także ci właśnie łapią co jakiś czas jakiegoś człowieka zdrowego i dosłownie wsadzają do zakładu dla obłąkanych; następnie ofiara tego typu przemocy bywa tym chętniej i na dłużej przyjęta, im bardziej się opierała tej przemocy, ponieważ choroba psychiczna polega wtedy na tym, że wsadzający do zakładu dla obłąkanych uważają swoją ofiarę za chorą psychicznie, a „chora” twierdzi w szpitalu, że nie, więc „leczenie” polega na przeprogramowaniu jej umysłu w sposób, który sprawi, że nie będzie co do tego miała więcej wątpliwości i będzie się trwale i wszędzie uważała za chorą, co jeśli się uda, a może to zająć kilka tego typu wsadzeń i najmniej 5 lat brania środków psychoaktywnych bez przerwy większej, niż 6 miesięcy, pozwala mieć nadzieję na łagodniejszą diagnozę i więcej „serdeczności” od oprawców, lub – jeszcze w szpitalu – na więcej przepustek; zasymilowanie przez osobę poszkodowaną tego typu programowania jej umysłu równa się trwałe społeczne wykluczenie i brak możliwości, i to do końca życia odstawienia środków psychotropowych; niestety sprawcy co jakiś czas domagają się potwierdzeń tej asymilacji i atakują na nowo, ale nie mają możliwości przedostać się przez barierę rzeczywistego NIE BRANIA środków psychoaktywnych, a następnie rzeczywistego NIE KORZYSTANIA z psychoterapii, ale pod jednym warunkiem – trwa to [nie branie i nie korzystanie] dłużej niż całe i nieprzerwanie co najmniej 5 lat, a nie 2, jak chcą niektórzy). W odróżnieniu od ludzi dobrej woli, niezależnie od wyznawanej religii, choćby to był nawet nieucywilizowany aborygen.
Wyjaśnienie do definicji 5:
Przykładów można podawać wiele na ten rodzaj chorób psychicznych: a. ktoś ma normę kulturową taką, że świat mu się kończy, jeśli nie pościeli rano łóżka, więc kto tego nie robi, uznawany jest przez niego za chorego psychicznie, co przejawia się wypowiadaniem destruktywnego tekstu do ofiary w typie: "Ty jesteś nienormalna z tym nieścieleniem rano łóżka!", b. kobieta nosi w wieku 40-tu lat przy kluczach maskotkę misia, więc słyszy od znajomej prawie za każdym razem jak się spotkają: "Powinnaś z tym maskotkowym infantylizmem iść wreszcie do psychiatry, bo wstyd z tobą gdzieś pójść", c. ktoś przeszedł na wegetarianizm, więc odmawia jedzenia mięsa na przyjęciach, co jest komentowane nawet tak: "To jest na pewno choroba psychiczna to zdrowe odżywianie. Zapytaj wreszcie psychiatry, jak w to wciąż nie wierzysz" itd.
Wyjaśnienie do definicji 6:
W tych wypadkach bardzo pomaga w obronie własnej dobre zrozumienie mechanizmu projekcji, który z pewnością dotyczy tego, kto (przykładowo) mobbuje. Osobiście uważam, że lepiej by było wypracować trwałą normę kulturową, dzięki której ofiary przemocy psychicznej byłyby odbarczone (z zasady) możliwością uznawania ich za osoby chore psychicznie, a miałyby prawo do uznawania ich (zgodnie z prawdą) za osoby psychicznie poszkodowane ponieważ w tych wypadkach to, co na chorobę psychiczną wygląda, po przemocy psychicznej jest tak naprawdę objawem choroby psychicznej sprawcy, który właśnie tym rodzajem przemocy te objawy wtłacza w swoją ofiarę, co pozwala mu uważać siebie za "z całą pewnością zdrowego". Na szczęście, choć nie bez cierpienia oczywiście, da się to rozróżniać, a następnie nawet trwale rozdzielić. W pierwszej kolejności takie podejście pozwoli wstępnie cofać te parszywe projekcje.